Akurat tak się złożyło, że pierwszy test na regatach dla nowego Focus 750 wypadł na najbardziej prestiżowych i najsilniej obsadzonych Mistrzostwach Polski. Startują na nich znakomici żeglarze na doskonale dotrymowanych i znanych sobie jachtach. My niestety wystartowaliśmy na regatach niejako z marszu. Byłem właśnie z żoną w trakcie 2 tygodniowego rejsu na Mazurach i na poznanie jednostki miałem niezbyt wiele czasu. Reszta składu, z którym ostatnio żeglowaliśmy rok temu dotarła dzień przed regatami. Wyszliśmy na wodę może na dwie godziny, po czym udaliśmy się na ważenie i pomiar żagli. Prognoza na następny dzień zapowiadała wiatr  3-4 B.
Do naszej klasy zapisało się 13 jachtów, w tym mistrzowie Polski sprzed roku i dwóch lat oraz obecna czołówka z rankingu Pucharu Polski. Cóż nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. W pierwszym wyścigu gdzie dopiero orientowaliśmy się co i jak oraz próbowaliśmy się nieco ze sobą zgrać przypłynęliśmy w połowie stawki na 6 miejscu. Potem, gdy już się trochę ogarnęliśmy, było znacznie lepiej, bo dwa razy kończyliśmy wyścigi na 1 miejscu. Kolejny dzień to piękna, słoneczna pogoda i wiatr 3-5 B. Po pierwszym wygranym wyścigu tego dnia strategia była prosta. Zagrażał nam praktycznie jeden jacht – Zacapa pod sterem Arkadiusza Sendlewskiego znanego m. in. ze startów w klasie olimpijskiej 49er, Skippi 650 czy w  match racingu i to przed nimi musieliśmy przypływać. Przyjęte założenia powiodły się, bo wygrywaliśmy z Zacapą dwukrotnie prowadząc po siedmiu wyścigach z przewagą 3 punktów. Niestety falstart w przedostatnim wyścigu regat i zastające 6 pkt. z pierwszego dnia sprawił, że finalnie zostaliśmy „tylko” vice-mistrzami Polski w klasie T3 na rok 2015.
Wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale jak przemyśleć to potem na chłodno to rezultat znakomity. Z obecnym mistrzem Polski wygraliśmy 5 razy w 9 wyścigach trzykrotnie przypływając na 1 miejscu. Za plecami pozostawiliśmy też dwóch mistrzów Polski z 2013 i 2014, którzy skończyli regaty na 3 i 4 miejscu. Jak na pierwszy start niejako z marszu to w sumie doskonały wynik. Sam jacht ma jeszcze bardzo duży potencjał, bo żeglowaliśmy na tylko wstępnie ustawionym takielunku. Pozostaje jeszcze spory zakres zmiany konfiguracji pochylenia masztu, pozycji pięty masztu oraz kąta salingów. Ponadto stosując membranowe żagle musieliśmy dociążyć jacht o prawie 100 kg. Jestem przekonany, że trochę większe zgranie załogi, odpowiednie wytrymowanie oraz poznanie jachtu może dać w przyszłości jeszcze lepsze wyniki. Dziękuję wszystkim rywalizującym z nami załogom.

Z żeglarskim pozdrowieniem,

Mariusz Sobusiak